Pole namiotowe

Moje plecakowe schronienie – jak wybierałem namiot

Aktualnie namioty mam trzy. Dwa poprzednie zakupy uważam za niezbyt trafione. Głównie za sprawą braku wyobrażenia, jaki jest mi potrzebny no i kupowanie po taniości. Na szczęście nie doprowadziło mnie to do ruiny. Ale za tę kasę mógłbym sfinansować inne wyposażenie. Człowiek uczy się na błędach.

Założenia

Musiałem odpowiedzieć sobie na pytanie, co chcę. Jakie parametry powinien spełniać odpowiedni dla mnie namiot.

Przede wszystkim musi być odporny na warunki atmosferyczne. Nie chodzi mi o to, aby wytrzymał huragan czy zlodowacenie. Głównie ma nie przemakać. Do tego ma być lekki. Istotne jest to, aby nie kondensowała się w nim para, dlatego powinien mieć odpowiednią wentylację. Ma być na tyle wygodnie, abym się w nim wyspał. Tropik, tropik, jeszcze raz tropik, czyli dwupowłokowy. Po co? Ano po to, że mogę w upał rozłożyć sam tropik bez wewnętrznego „pokoju”. I chcę go na lata. Do tego dobrze by było, aby był samonośny, ale nie musi. Ważną rzeczą jest dla mnie kolor. Ma nie świecić, jak latarnia. Ma się wtapiać w otoczenie, ale nie musi całkowicie znikać. Po prostu ma nie zwracać na siebie uwagi. Odpowiednie kolory to odcienie brudnej zieleni czy brązu. Na koniec zbiór tych zachcianek cenowo musi się zmieścić w moim budżecie.

Im więcej elementów składowych namiotu i im bardziej skomplikowana konstrukcja, to tym większe prawdopodobieństwo, że coś się uszkodzi albo coś zgubimy. Dlatego postawiłem na prostą konstrukcję. Przy wyborze jako dodatkowe kryterium zwracałem uwagę na sposób rozkładania.

Poszukiwania

Poszukiwań dokonywałem klasycznie przez internet. Wydawałoby się, że będzie to proste zadanie. Budżet ustaliłem na 500 zł. Uznałem, że na namiot to w sam raz. Ogólnie znalazłem wiele przyzwoitych namiotów, które spełniały większość moich wymagań. Jedynie odstraszała ich cena. Była grubo powyżej moich możliwości finansowych. Niestety nie należę do osób majętnych, więc wydatki muszę trzymać w ryzach. A jak już trafił się taki w odpowiedniej cenie, to przy analizie szczegółów odpadał. Najpierw wybór padł na Robens Starlight I. Cena za duża. No i kolor zbyt świecący. Potem przyglądałem się wszystkomającemu Marabut Mayo I o wytrzymałości 10’000 mm słupa wody. Cudeńko. Ale znowu cena. Nawet waga 2.4 kg jakoś by uszła. Dalej padło na Vango Banshee 200. Jasnawy kolor, ale by obleciał. Niestety cena poza moim zasięgiem, ale w desperacji podliczałem, gdzie opóźnię inne płatności, aby go kupić. Ale chyba zrządzeniem losu przez przypadek kliknąłem w inny obrazek, do złudzenia przypominający namiot banshee i poczułem się, jakbym dostał drugie życie.

Wybrany!

Wygląda prawie tak samo. Po porównaniu tych dwóch namiotów ostatecznie wybrałem Fjord Nansen MUWANG I. Wysoka odporność na opady, bo aż 5000 mm słupa wody. Kilka patyków i może robić za tratwę 🙂 Lekki, około 1.8 kg. Cena odpowiednia. Dwupowłokowy i bardzo ciekawa konstrukcja. Przy rozkładaniu mamy suche spanie. Najpierw rozbijamy tropik, a potem w środku już chronieni od deszczu dopinamy pokoik, czyli namiot właściwy z podłogą o wytrzymałości na poziomie 6000 mm słupa wody. Dodatkowo dobra wentylacja. Z przodu i z tyłu mamy zamykane wywietrzniki. Wadą jego jest brak samonośności. Więc nie da rady rozbić go na podłożu, gdzie nie wbijemy szpilek od naciągów. Ale zawsze można jakoś pokombinować. Polak potrafi 🙂

Zakupy

Wybór wyborem, ale zaczęło być pod górkę. Nie mogłem go nigdzie kupić. Ja to chyba mam pecha. Tak jak przy zakupie butów też nie obyło się bez chwili trwogi. Pisałem maile do różnych sklepów, dzwoniłem, zawsze była ta sama odpowiedź: nie ma i nie wiadomo kiedy i czy będzie dostępny. Czy ja mam jakieś nietypowe wymagania, że wybieram taki sprzęt, który jest wręcz reglamentowany? A może po prostu jest tak rozchwytywany, że powinni na niego kartki wprowadzić? Sam nie wiem. Zaczynało mnie trafiać. Po kilku dniach poszukiwań, a raczej polowania namierzyłem jakimś cudem ocalały przez nikogo niewypatrzony egzemplarz. Może dlatego, że cena była wyższa o kilkadziesiąt złoty niż gdzie indziej. Może ma jakieś wady. Męczę sprzedawcę pytaniami, po kilka razy na różne sposoby sprawdzam czy mówi prawdę. Na szczęście trzymał się w zeznaniach. Namiot jest NOWY i niewybrakowany. To jeszcze staram się zbić cenę. Tu niewiele ugryzłem. Jedynie tyle, co zapłaciłbym za wysyłkę, ale zawsze to coś.

Namiot Fjord Nansen MUWANG 1
Namiot Fjord Nansen MUWANG 1

Dostawa

Towar został zamówiony. Pozostało teraz czekać. I czekam, doczekać się nie mogę. Mija jeden dzień, potem drugi i nic. Może dopiero wysłali drugiego dnia od zamówienia. Czasem, tak bywa. No cóż poczekam jeszcze jeden dzień. Mija trzeci, żadnych wieści. Dobijam się do sklepu z pytaniem, kiedy go wyślą. Wysłali tego samego dnia, co zamówiłem. No to trzeba pomęczyć kuriera. Kurier, jak to kurier. Jak będzie miał ochotę to przyjedzie. Po prostu było mu z jedną paczką nie po drodze. Po interwencji w dyspozytorni kurierskiej, z fochem na gębie raczył mi ją przywieźć.

Teraz mogę się cieszyć lekkim, pakownym własnym eM w wersji plecakowej. Pozostało teraz go przetestować. A po wyprawie pojawi się stosowna recenzja.

 

—–
Tekst: Piechur, Korekta: Kasandra