Kampinoski Park Narodowy

Kampinoski Park Narodowy. Zatracenie w czasie

Wyjście, a po prawdzie wyjazd do parku, planowałem na krótki czas. Bez przygotowania i na ślepo. Chciałem zobaczyć, co to jest. A w innym terminie planowałem zaatakować ścieżki na dłużej. Zwyczajnie chciałem na chwilę wyrwać się z miasta, zaczerpnąć świeżego powietrza i naładować wewnętrzny akumulator na resztę dnia. Zaparkowałem samochód we wsi Granica. Muszę przyznać, że jest tam sporej wielkości parking. Do plecaka zapakowałem aparat, małą butelkę wody i wyruszyłem na północ. Uszedłem raptem ze 100-150 metrów i przywitał mnie drogowskaz ze szlakami.

Drogowskaz w Kampinoskim Parku Narodowym
Drogowskaz w Kampinoskim Parku Narodowym

Decyzja

Tak naprawdę nie wiedziałem, jaki wybrać szlak. Nie lubię chodzić oklepanymi ścieżkami. Jednak mając na uwadze, że nie znam kompletnie tego miejsca, wybrałem pierwszy z brzegu. Wypadło na szlak zielony relacji Granica – Cmentarz wojenny/Żelazowa Wola. Do cmentarza wojennego było raptem 300 metrów, więc na start może być. Od czegoś trzeba zacząć.

Cmentarz w Kampinoskim Parku Narodowym
Cmentarz w Kampinoskim Parku Narodowym

Następnie udałem się przed siebie najbliższą ścieżką spacerową. Wspominałem już, że narzucone szlaki mnie nie kręcą? Początkowo było nudno. Ot, zwykła dróżka w lesie ciągnąca się daleko przed siebie, lekko się wijąc. Tak po około kilometrze dotarłem do rozwidlenia. Wybrałem trasę na prawo, a w zasadzie to była bardziej do przodu i znudzony wlokłem się dalej. Po pewnym czasie otoczenie zaczęło się zmieniać. Jakaś nowość. Jakbym teleportował się, gdzie indziej.

Rozlewiska w Kampinoskim Parku Narodowym
Rozlewiska w Kampinoskim Parku Narodowym

Rozlewiska

Momentami chlupotało mi pod butami. Krajobraz jak z lasu deszczowego. Wokoło same rozlewiska, a przede mną wąziutka dróżka, która sprawia wrażenie, że i też pogrążymy się niedługo w odmętach. Zaczęły pojawiać się zwierzaki. Głownie te, co wylazły z wody albo te latające. Zaczynało w końcu być ciekawie. Tak sobie idąc, dotarłem do wiaty tuż przy mostku przerzuconego przez kanał. Muszę przyznać, że Park jest dobrze zaopatrzony w zadaszone miejsca odpoczynku z ławkami. Jest jednak ale…

Obszar ochrony ścisłej

Po małym postoju przedostałem się na drugą stronę kanału, gdzie napotkałem tabliczkę z informacją o obszarze ochrony ścisłej z napisem „Teren pozostawiony siłom przyrody w celu umożliwienia swobodnego rozwoju biocenoz oraz dla ochrony organizmów i zbiorowisk, których byt w innych warunkach jest niemożliwy.” Według mojego rozumowania w ten obszar nie ingeruje człowiek. To jak można wytłumaczyć poniższy obrazek miejsca, które znajduje się kilka metrów od tabliczki, czyli na kanale?

Śmieci w Kampinoskim Parku Narodowym
Śmieci w Kampinoskim Parku Narodowym

Idąc dalej, po jakimś czasie znowu zmienia się widok. Z terenu pływającego staje się piaszczysto-trawiasty. Tak bez ostrzeżenia. Buch i jesteś gdzie indziej. Nawet nie wiesz kiedy.

Droga w Kampinoskim Parku Narodowym
Droga w Kampinoskim Parku Narodowym

Kapliczka

Tak oto przywitała mnie miejscowość Cisowe. Pośrodku niczego, a raczej pośrodku lasu, gdzie żywej duszy nie uraczyłem. Kompletnie nikogo, mało tego nawet żadnego domu czy zagrody. Na rozstaju dróg naszym zwyczajem stoi pięknie zasłana bielutkim obrusem kapliczka. A dokładniej to stoi krzyż i przy nim udekorowany kwiatami stoliczek.  Zaskoczył mnie ten widok. Jak to. Nigdzie nie ma żadnej chałupy, kompletnie nie słychać, aby w okolicy było jakieś domostwo, nikt się nie pojawia.

Kapliczka w Cisowe
Kapliczka w Cisowym

Na dodatek mają tam swoje latające myszy potocznie nazywane nietoperzami. Dostały stworzonka nawet własne eM.

Własne eM nietoperzy
Własne eM nietoperzy

Tabliczka nietoperzy

Zamość. Gdzie to?

Drogowa serpentyna wiedzie mnie dalej. Zaczyna zmieniać się w leśną autostradę, rozjechaną przez samochody. Tak oto docieram do Zamościa. Zaraz, zaraz. Ja Zamość kojarzę jako duże miasto na wschodzie Polski. Z geografii orłem nie jestem, może coś sobie nie tak ubzdurałem. Ale tabliczka stoi i widać dobrze jej tam. Nie stara się robić psików i cichaczem się przemieszczać. Sprawdzianem osobiście. Trzyma się franca przydroża.

Leśna autostrada

Zamość

A tam piękne widoczki. Dróżka leniwie pełznąca wśród charakterystycznych drzew. Polana ze stawem. Nigdzie betonowego lasu. Nie ma bloków, wieżowców. Tylko spokój.

Wijąca dróżka
Wijąca się dróżka
Polana ze stawem
Polana ze stawem

Gdzie ja jestem?

Tak oto podróżując, zatraciłem się kompletnie w czasie. Z małego rozpoznania terenu zrobiła się mała wyprawa. Słońce zaczynało odgrażać się, że niedługo idzie spać. Mało tego paskuda jedna nawet zaczynała zaciągać się kołderką. Zaczynało robić się pochmurno. Tak mało przyjemnie.

chmury

Potencjalny deszcz deszczem, ale ja nawet kurtki nie mam. Poleciałem na krótki rękawek. Do tego tasiemiec domagał się karmienia. A ja taki nieprzygotowany. Zabrałem tylko półlitrowy bidon z wodą.  Bo przecież idę na chwilę. Tutaj postanowiłem zakończyć wędrówkę. Tylko, gdzie ja jestem? Gdzie zostawiłem samochód. Jak to, gdzie? Na parkingu w Granicy. Problem w tym, że nie wiem, gdzie to jest. Kojarzę jedynie, że idąc najpierw szedłem do przodu, potem w prawo, a następnie znowu w prawo. Skoro szacunkowo moja droga wygląda, jak odwrócone U, to idę dobrze tylko wyjdę gdzieś na wysokości pozostawieniu samemu sobie samochodowi. Potem tylko znowu w prawo i powinienem być w jego okolicy. Tak sobie to wyobrażałem. Nie miałem, jak zweryfikować mojej teorii. Więc idę w ciemno i udało się. Wylądowałem w okolicy Kampinosu. To w sumie rzut beretem od punktu wyjścia. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak mój jeździk się ucieszył 🙂 aż zamrugał migaczami. No bo biedny został sam jedyny na postoju. A tu lassss. Wilki jakieś… 🙂

Obietnica

Nadal mam niedosyt, biorąc pod uwagę ogrom terenu oraz jego niesamowite zróżnicowane. Jako, że spędziłem w tym miejscu niecały dzień, postanowiłem odwiedzić go jeszcze raz. Na dłużej. Zaliczyć go w szerz i wzdłuż. Może czas na parodniową eskapadę?

—–
Tekst: Piechur, Korekta: Kasandra